Historia sukcesu

Historia Ewy nowe życie po operacji bariatrycznej

Ewa, 47-letnia księgowa z Lublina, przez dekady zmagała się z otyłością i efektem jojo. Operacja bariatryczna otworzyła nowy rozdział — oto jej historia.

„Trzydzieści lat odchudzania nauczyło mnie jednego — że to moja wina. Aż ktoś wreszcie powiedział mi, że to choroba”

Ewa ma 47 lat, jest księgową z Lublina i babcią trzyletniej Zosi. Kiedy rok temu wchodziła na blok operacyjny, ważyła 132 kilogramy przy 164 centymetrach wzrostu. BMI 49 — otyłość trzeciego stopnia. Do tego nadciśnienie, początki cukrzycy typu 2 i kolana, które bolały przy każdym wstawaniu z krzesła. Dziś mówi, że operacja bariatryczna nie była końcem jej drogi, tylko początkiem. I że najdłuższą częścią tej drogi wcale nie była ta na salę operacyjną — tylko ta do momentu, w którym przestała obwiniać samą siebie.

Przez całe dorosłe życie słyszałam, że wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać. Że to kwestia silnej woli. Więc kiedy kolejna dieta kończyła się powrotem kilogramów, myślałam: jestem słaba, jestem beznadziejna. Nikt mi nie powiedział, że walczę z chorobą, a nie z charakterem — wspomina Ewa.

Trzydzieści lat diet i efekt jojo

Pierwszą dietę Ewa zaczęła w liceum. Potem były kolejne — kapuściana, kopenhaska, tysiąc kalorii, głodówki, koktajle zastępujące posiłki, tabletki z reklam. Każda działała podobnie: kilka, kilkanaście kilogramów w dół, euforia, a potem powolny, nieubłagany powrót — zawsze z nawiązką.

Schudłam w życiu łącznie może ze sto pięćdziesiąt kilogramów. I przytyłam sto osiemdziesiąt. Po każdej diecie ważyłam więcej niż przed nią. Organizm pamiętał każdą głodówkę i mścił się za nią — opowiada.

Po dwóch ciążach waga przekroczyła sto kilogramów. Po czterdziestce przyszły diagnozy: nadciśnienie, potem stan przedcukrzycowy, który zaczął przechodzić w cukrzycę. Ortopeda przy bólach kolan rozkładał ręce — „proszę schudnąć, to przestanie boleć”. Ewa kiwała głową i wychodziła z gabinetu z poczuciem winy zamiast planu leczenia.

Coraz bardziej wycofywała się też z życia. Przestała jeździć na rowerze, unikała basenu, na rodzinnych zdjęciach zawsze stawała z tyłu. Kiedy urodziła się wnuczka, Ewa złapała się na myśli, która ją przeraziła: że może nie zdążyć zobaczyć, jak Zosia idzie do szkoły.

Wizyta, która zmieniła wszystko

Przełom przyszedł niepozornie — podczas rutynowej wizyty u nowej lekarki rodzinnej, do której Ewa poszła przedłużyć receptę na leki na nadciśnienie.

Byłam przygotowana na to, co zawsze: krótki wykład o schudnięciu i recepta. A ta pani doktor odłożyła długopis, popatrzyła na mnie i zapytała: „Czy ktoś kiedykolwiek zaproponował pani leczenie otyłości?”. Ja nie zrozumiałam pytania. Leczenie? Przecież otyłość to nie choroba, to moje zaniedbanie. A ona powiedziała: „Otyłość to przewlekła choroba, tak jak nadciśnienie, które pani leczy od pięciu lat. I tak jak nadciśnienia, nie wyleczy jej pani samą silną wolą” — wspomina Ewa.

Po raz pierwszy w życiu ktoś w białym fartuchu nie ocenił jej, tylko zaproponował konkretną ścieżkę — taką, o jakiej piszemy w artykule o tym, od czego zacząć leczenie otyłości. Lekarka wystawiła skierowanie do poradni leczenia otyłości i powiedziała zdanie, które Ewa pamięta do dziś: „Przy pani BMI i chorobach towarzyszących warto rozważyć także leczenie chirurgiczne. To nie jest ostateczność ani porażka. To metoda o udowodnionej skuteczności”.

Kwalifikacja — długa droga, nie skrót

W poradni Ewa dowiedziała się, że spełnia kryteria kwalifikacji do operacji bariatrycznej: BMI powyżej 40, a do tego choroby, które operacja może cofnąć lub złagodzić. Zanim jednak padła jakakolwiek data zabiegu, zaczął się proces, który trwał ponad osiem miesięcy.

Badania krwi, gastroskopia, USG jamy brzusznej, konsultacja kardiologiczna i anestezjologiczna. Regularne wizyty u dietetyczki, która uczyła Ewę nowych nawyków jeszcze przed operacją — bo po zabiegu miały być fundamentem. I rozmowy z psychologiem, których Ewa najbardziej się bała, a które okazały się najważniejsze.

Psycholożka nie sprawdzała, czy jestem „normalna”. Sprawdzała, czy rozumiem, na co się decyduję. Pytała, co jedzenie dla mnie znaczy, jak radzę sobie ze stresem, czego oczekuję po operacji. Kiedy powiedziałam, że chcę być szczęśliwa, odpowiedziała: „Operacja zmniejszy pani żołądek, nie problemy. Nad tym drugim popracujemy osobno”. To było uczciwe — opowiada Ewa.

Zespół wspólnie z Ewą wybrał metodę: rękawową resekcję żołądka, czyli usunięcie około czterech piątych żołądka i pozostawienie wąskiego „rękawa”. O tym, jakie są rodzaje operacji bariatrycznych i wskazania do nich, Ewa przeczytała wszystko, co znalazła — i dziś podkreśla, że ta wiedza odebrała lękowi sporo siły.

„Poszłaś na łatwiznę”

Kiedy Ewa powiedziała bliskim o planowanej operacji, reakcje były różne. Mąż i córka wspierali ją od początku. Ale nie wszyscy.

Koleżanka z pracy powiedziała mi prosto w oczy: „Ja bym się tak nie poddała. Poszłaś na łatwiznę”. Na łatwiznę! Osiem miesięcy badań, konsultacji, przygotowań. Operacja, po której do końca życia będę łykać witaminy i chodzić na kontrole. Trzydzieści lat walki, zanim w ogóle się na to zdecydowałam. Gdzie tu łatwizna? — mówi Ewa, a w jej głosie po raz pierwszy słychać złość.

Chirurg, który ją operował, powiedział jej wtedy coś, co powtarza teraz innym: nikt nie mówi osobie z chorym sercem, że bajpasy to pójście na łatwiznę. Operacja bariatryczna to uznana metoda leczenia ciężkiej otyłości — nie kosmetyka, nie kaprys i nie kapitulacja. To leczenie choroby, która bez interwencji odbiera zdrowie i skraca życie.

Dzień operacji

Zabieg odbył się w maju, metodą laparoskopową — przez kilka niewielkich nacięć. Trwał niecałe półtorej godziny. Ewa wstała z łóżka jeszcze tego samego dnia wieczorem, bo wczesne uruchomienie to standard po takich operacjach. Po trzech dobach wróciła do domu.

Najdziwniejszy był pierwszy łyk wody po operacji. Kilka mililitrów, a ja czułam, że więcej nie zmieszczę. Wtedy do mnie dotarło, że to naprawdę się stało. Że nie ma odwrotu. Popłakałam się — trochę ze strachu, trochę z ulgi — wspomina.

Pierwsze tygodnie — nauka jedzenia od nowa

Po operacji zaczęła się dieta etapowa — najpierw kilkanaście dni wyłącznie płynów: woda, chudy bulion, rozcieńczone jogurty pitne, kleiki. Potem etap papkowaty: zmiksowane zupy, przetarte warzywa, delikatny twarożek. Dopiero po kilku tygodniach stopniowy powrót do pokarmów stałych — w porcjach wielkości kilku łyżek.

To nie był łatwy czas. Ewa uczyła się jeść powoli, gryźć każdy kęs wielokrotnie, odkładać sztućce między kęsami, nie pić do posiłków. Zdarzało się, że zjadła o łyżkę za dużo albo za szybko — i kończyło się bólem lub wymiotami.

Człowiek je od urodzenia i myśli, że umie jeść. Ja musiałam nauczyć się tego od zera, jak dziecko. Były dni, kiedy siedziałam nad talerzykiem wielkości spodka i płakałam, bo tęskniłam za normalnym obiadem. Dietetyczka powtarzała mi: to minie, mózg się przestawi. I miała rację — ale wtedy jej nie wierzyłam — opowiada Ewa.

W tym okresie nieocenionym wsparciem okazał się szczegółowy plan od dietetyczki i wiedza o tym, jak wygląda dieta po operacji bariatrycznej — etap po etapie, z listą produktów i typowych błędów. Ewa wracała do tych materiałów niemal codziennie.

Rok później — liczby i to, czego na wadze nie widać

Dwanaście miesięcy po operacji Ewa waży 87 kilogramów — o 45 mniej. Nadciśnienie jest w remisji, leki odstawiła pod kontrolą lekarza. Cukry wróciły do normy. Kolana wciąż dają o sobie znać, ale ból nie organizuje już jej dnia. Największą radość sprawiają jej rzeczy, które kiedyś były poza zasięgiem: godzinny spacer z wnuczką po parku, wejście na drugie piętro bez zadyszki, krzesło, na którym siada bez sprawdzania, czy wytrzyma.

Ale Ewa nie chce opowiadać bajki. Po tak dużej utracie wagi została obwisła skóra — na brzuchu, ramionach, udach. Być może w przyszłości zdecyduje się na operację plastyczną, ale to kolejna długa droga. Do końca życia będzie przyjmować witaminy i składniki mineralne, bo zmniejszony żołądek wchłania ich mniej. Do końca życia będzie też chodzić na kontrole — badania krwi, wizyty w poradni.

Operacja to nie jest czarodziejska różdżka. To narzędzie. Bardzo skuteczne, ale narzędzie. Skóra mi wisi, tabletki łykam garściami, a nad relacją z jedzeniem pracuję codziennie. I mimo to, gdyby ktoś zapytał, czy zrobiłabym to jeszcze raz — odpowiedziałabym bez wahania: tak. Bo pierwszy raz od trzydziestu lat moje ciało i ja gramy w jednej drużynie — mówi Ewa.

Nowa relacja z jedzeniem i ludzie, którzy rozumieją

Kilka miesięcy po operacji Ewa dołączyła do grupy wsparcia pacjentów bariatrycznych. Spotykają się raz w miesiącu — część na żywo, część online. Rozmawiają o rzeczach, których nie zrozumie nikt, kto tego nie przeszedł: o żałobie po jedzeniu, o świętach przy suto zastawionym stole, o komentarzach rodziny, o strachu przed powrotem kilogramów.

W tej grupie nikt mnie nie pyta, czemu nie schudłam sama. Tam wszyscy wiemy, że „sama” próbowała każda i każdy z nas — po dwadzieścia, trzydzieści lat. Kiedy mam gorszy dzień, piszę na grupie i w kwadrans dostaję dziesięć odpowiedzi od ludzi, którzy naprawdę wiedzą, o czym mówię — opowiada.

Ewa nadal pracuje z psycholożką. Uczy się odróżniać głód fizyczny od emocjonalnego i szukać ukojenia poza talerzem — w spacerze, rozmowie, robótkach, które kiedyś porzuciła. Jedzenie przestało być wrogiem i przestało być pocieszycielem. Staje się po prostu jedzeniem.

Co Ewa chciałaby powiedzieć innym osobom z otyłością?

Nie czekaj, aż będzie gorzej, i nie wierz, że musisz poradzić sobie sama. Otyłość to choroba — a chorobę się leczy, z lekarzami, a nie w samotności i wstydzie. Idź do lekarza i zapytaj wprost o leczenie otyłości. Jeśli usłyszysz tylko „proszę mniej jeść” — poszukaj innego lekarza, takiego, który potraktuje cię poważnie. I nie pozwól nikomu wmówić sobie, że operacja to łatwizna albo porażka. To była najodważniejsza decyzja mojego życia. I najlepsza — mówi Ewa.

Jeśli szukasz specjalistycznej pomocy w leczeniu otyłości — poradni, oddziału chirurgii bariatrycznej lub grupy wsparcia w swojej okolicy — zajrzyj do naszej Bazy Pomocy.

Kluczowe przesłanie tej historii

  • Otyłość to przewlekła choroba, a nie brak silnej woli — dekady nieskutecznych diet to sygnał, by szukać profesjonalnego leczenia, nie powód do wstydu
  • Operacja bariatryczna to uznana metoda leczenia ciężkiej otyłości, poprzedzona wielomiesięczną kwalifikacją z udziałem chirurga, dietetyka i psychologa — to nie „droga na skróty"
  • Zabieg to narzędzie, nie czarodziejska różdżka — wymaga diety etapowej, dożywotniej suplementacji, regularnych kontroli i pracy nad relacją z jedzeniem
  • Wsparcie innych pacjentów bariatrycznych i opieka psychologiczna są równie ważne jak sama operacja

Zrób kolejny krok w trosce o zdrowie

Kalkulator BMI Oblicz swój wskaźnik masy ciała i sprawdź, w jakim jesteś zakresie Oblicz BMI → Baza Pomocy Znajdź placówkę leczącą otyłość w Twojej okolicy Szukaj placówki →